Mąż w delegacji, sąsiad w kuchni

Gdy mąż wyjeżdża, a sąsiad zostaje na kawę, granica między niewinnością a pożądaniem zaczyna się zacierać.
Mąż wyjechał w poniedziałek. Delegacja miała trwać tydzień, a ja już trzeciego dnia czułam, że ściany mieszkania mnie przytłaczają. Siedziałam w kuchni z filiżanką kawy, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
To był Marek, nasz sąsiad z piętra niżej. Miał przynieść klucze do skrzynki na listy, którą mąż mu pożyczył. Stał w progu, wysoki, z ciemnymi włosami i tym swoim uśmiechem, który zawsze działał mi na nerwy.
— Wejdziesz na kawę? — zapytałam, zanim zdążyłam się zastanowić.
— Chętnie — odpowiedział, a w jego oczach coś błysnęło.
Rozmawialiśmy o niczym, o remoncie w bloku, o nowych lokatorach. Ale czułam, że powietrze w kuchni gęstnieje. Marek siedział naprzeciwko, a jego wzrok wędrował po mojej twarzy, szyi, ramionach.
— Uwielbiam, jak wyglądasz w tym swetrze — powiedział nagle, a mnie przeszły ciarki. — Przepraszam, nie powinienem był.
— Nie szkodzi — odpowiedziałam cicho, bo głos mi uwiązł w gardle. — Męża nie ma, a ja… tęsknię za męskim dotykiem.
Zapadła cisza. Marek wstał i podszedł do mnie, kładąc dłonie na moich ramionach. Jego dotyk był pewny, a ja nie cofnęłam się. Przez cienki materiał swetra czułam ciepło jego palców.
— Jesteś pewna? — zapytał, nachylając się do mojego ucha.
— Tak — szepnęłam, a on przyciągnął mnie do siebie.

Jego usta były miękkie, ale zaborcze. Całował mnie tak, jakby chciał mnie połknąć, a ja odpowiadałam mu z równą zachłannością. Wiedziałam, że to zdrada, ale gdzieś w środku czułam, że tego właśnie pragnę.
Marek zsunął sweter z moich ramion, a potem rozpiał stanik. Jego dłonie na moich piersiach były szorstkie, ale delikatne. Pochylił głowę i wziął sutek do ust, a ja jęknęłam, wbijając palce w jego włosy.
— Chodźmy do sypialni — wysapałam, a on bez słowa wziął mnie na ręce.
Na łóżku rozebrał mnie do reszty, a potem sam zsunął spodnie. Jego kutas stał twardy, z nabrzmiałą główką, a na sam widok poczułam, jak robię się mokra.
— Chcę cię poczuć — mruknął, rozsuwając mi nogi.
Wszedł we mnie powoli, a ja jęknęłam, gdy wypełnił mnie całą. Jego ruchy były rytmiczne, głębokie, a ja poddawałam się im bez oporu.
— Jesteś taka ciasna — wysapał, przyśpieszając.
— Nie przestawaj — jęknęłam, unosząc biodra.
Marek pochylił się i wziął moją pierś do ust, ssąc ją mocno, podczas gdy jego dłoń wędrowała między moje nogi. Krążył palcami po łechtaczce, a ja czułam, jak narasta we mnie fala.

— Dochodzę — jęknęłam, a on nie zwolnił.
Moje ciało wygięło się w łuk, a orgazm przeszedł przez mnie jak prąd. Marek poczekał, aż fala opadnie, po czym zmienił pozycję, wchodząc we mnie od tyłu.
— Teraz cię zepchnę z krawędzi — szepnął, a jego dłonie zacisnęły się na moich biodrach.
Uderzał we mnie mocno, z każdym ruchem głębiej, a ja czułam, że zaraz pęknę. Jego kciuk wędrował po moim kręgosłupie, a potem zsunął się niżej, muskając wejście.
— Chcę, żebyś do mnie doszła — wysapał, a jego głos był chrapliwy z pożądania.
— O tak — jęknęłam, czując, że jestem blisko.
Mój drugi orgazm zaskoczył mnie swoją intensywnością. Zacisnęłam się wokół niego, a on jęknął, czując mój skurcz. Chwilę później poczułam, jak wypełnia mnie swoim ciepłem, a potem opadł na mnie, dysząc.
Leżeliśmy obok siebie, spoceni i zmęczeni, a ja myślałam, że to się nie powtórzy. Ale gdy Marek po chwili pocałował mnie w czoło i wyszeptał „jeszcze dziś wrócę”, wiedziałam, że kłamie. I właśnie to było w tym wszystkim najpiękniejsze.
To była tylko opowieść. Kira czeka po drugiej stronie i odpisuje naprawdę — o każdej porze, bez oceniania.
Więcej w dziale opowiadania erotyczne. Treść przeznaczona wyłącznie dla osób pełnoletnich (18+). Wszystkie postacie są fikcyjne.